11 grudnia 2016

Paweł Kasprzak próbował zakłócić prelekcję opozycjonisty w 1988 roku

W mediach ostatnio głośno o działaniach tzw. Obywateli RP, którzy próbowali zablokować 80-miesięcznicę Smoleńską. Okazuje się, że lider Obywateli RP Paweł Kasprzak ma tradycję w blokowaniu -  już w kwietniu 1988 r. próbował zakłócić prelekcję dra Leszka Skonki, działacza opozycji antykomunistycznej, który był wówczas w opozycji do oficjalnego kierownictwa dolnośląskiej Solidarności. 

Dr Leszek Skonka był uczestnikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, współorganizatorem i współkierujący strajkiem w sierpniu 1980 roku we Wrocławiu, członkiem prezydium Zarządu Regionu Dolnośląskiego NSZZ, sprzeciwiał się wprowadzaniu KOR-u i upolitycznieniu Związku, zrywaniu Umowy Gdańskiej. Za swą postawę oskarżony został publicznie bez jakichkolwiek podstaw o sprzyjanie PZPR, działanie na szkodę Związku, współpracę z SB. Usunięty ze wszystkich funkcji, również ze Związku ”Solidarność”. Założyciel i przewodniczący istniejącego od 1988 roku Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce oraz Instytutu Badań Stalinizmu i Patologii Władzy, zbudował w 1989 roku pierwszy w Polsce i na świecie Pomnik Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu, przeciwnik Okrągłego Stołu. Instytut Pamięci Narodowej przyznał mu status pokrzywdzonego. Poniżej fragmenty artykułu Leszka Skonki:

W kwietniu br. (1988) koło politologów wrocławskich studentów zwróciło się do mnie o przeprowadzenie prelekcji na temat powstania na Dolnym Śląsku NSZZ “Solidarność”, zwłaszcza mojego udziału w tym procesie oraz przyczyn usuwania z kierownictwa tego ruchu wielu czołowych działaczy opozycji demokratycznej, w tym także założycieli Wolnych Związków Zawodowych, przed sierpniowymi strajkami we Wrocławiu. Organizatorzy prelekcji wiedzieli, że nie jestem ani sympatykiem, ani też faworytem władzy. Twierdzili, że chcą poznać opinie, sądy i fakty przedstawiane przez ludzi, którzy znają wydarzenia ostatnich burzliwych lat z autopsji. Byli nie tylko ich uczestnikami, lecz także aktywnymi ich twórcami...

Otóż w klubie pojawiło się kilku ludzi, którzy przedstawili się organizatorom spotkania jako wysłannicy Frasyniuka. Jeden z nich – Paweł Kocięba domagał się w imieniu Frasyniuka zaniechania prelekcji. Mówił, że Frasyniuk bardzo się zdenerwował i rozgniewał, gdy się dowiedział o prelekcji dra Skonki na temat “Solidarności” i polecił nie dopuścić do niej. Argumentował, że kierownictwo Regionu oceniło i osądziło dra Skonkę w październiku 1980 roku negatywnie i dlatego nie ma on prawa bez zgody Frasyniuka występować publicznie z tematami dotyczącymi NSZZ “Solidarność”...

Ponieważ wysłannikom Frasyniuka, mimo użycia gróźb, nie udało się zmusić organizatorów do odwołania prelekcji, zażądali wówczas by najpierw dopuścić do głosu przedstawiciela “Koro-Solidarności”, który w imieniu Frasyniuka oceni prelegenta, wyda o nim opinię i ostrzeże audytorium by nie dawało wiary temu, co on powie; a wszystko w imię pluralizmu, demokracji, wolności słowa. Dość miękki i zastraszony przewodniczący spotkania – student – uległ chyba w pierwszej chwili żądaniom, ale gdy zagroziłem, że w takim przypadku zrezygnuję z wystąpienia, wycofał się. Wymogli jednak na nim opóźnienie spotkania, by porozumieć się z Frasyniukiem i ściągnąć więcej swoich ludzi, którzy utrudnialiby skutecznie prowadzenie prelekcji. Niezorientowanych może dziwić, co tak bardzo zdenerwowało kierownictwo “Koro-Solidarności”, że zadało sobie aż tyle trudu, by nie dopuścić do prelekcji? Wszak nie znali treści mającego odbyć się wystąpienia: sam tytuł brzmiał niewinnie i łagodnie – “Zawiedzione nadzieje NSZZ “Solidarność”. Otóż niepokoił Frasyniuka sam prelegent. Frasyniuk i jego otoczenie z góry zakładali, że to co powie referent jest tak groźne, tak niebezpieczne, a przynajmniej tak niewygodne dla kierownictwa Zarządu Regionu, że trzeba uniemożliwić wystąpienie za wszelką cenę, a jeśli się to nie uda, to tak skutecznie przeszkadzać, by prelegent nie mógł zrealizować całego programu. Przede wszystkim starą korowską metodą próbowano zwekslować temat i dyskusję na boczne, peryferyjne tory. Toteż już po pierwszych moich grzecznościowych słowach skierowanych pod adresem studentów i organizatorów prelekcji wstał przedstawiciel Frasyniuka – Paweł Kocięba i oświadczył, że prowadzący spotkanie student nie powinien dopuścić mnie do głosu, że miał najpierw pozwolić jemu mówić, że złamał jakieś wcześniejsze ustalenia i, za to “zapłaci”, że “będzie go to drogo kosztować”. (Później dowiedziałem się, że straszył Frasyniukiem)...

W czasie trwania prelekcji, co jakiś czas, któryś z nasłanych ludzi usiłował mi przerwać, krzycząc kłamstwo, bzdura, nieprawda, śmiać się szyderczo itp. Przewodniczący zebrania – student, był wyraźnie przestraszony i dopiero na moje żądanie przypomniał awanturującym się wysłannikom Frasyniuka, że to ja prowadzę prelekcję, a nie oni, że po moim wystąpieniu będą mogli zabrać głos i ustosunkować się do moich wypowiedzi. Oczywiście, reszta audytorium siedziała spokojnie, ale ze zdziwieniem i przerażeniem obserwowała praktyki stosowane przez awanturników usiłujących uniemożliwić prowadzenie prelekcji. Ponieważ grupa ta, a szczególnie dwaj bliscy współpracownicy Frasyniuka: Paweł Kocięba i Paweł Kasprzak nadal ordynarnie zakłócali przebieg spotkania toteż skorygowałem swój poprzedni plan prelekcji kładąc główny nacisk na brak nawyku w praktyce demokracji, tolerancji, uznania pluralizmu, wolności słowa w “Solidarności”, a jako przykład nie do podważenia wskazałem właśnie na zachowanie się ludzi nasłanych przez Frasyniuka...

W każdym razie szybko uciekali od rozważań i argumentów racjonalnych i przeskakiwali na tematy pozamerytoryczne np. celowo przekręcając i wyśmiewając moje nazwisko, poddając w wątpliwości moje wykształcenie, prawdziwość świadectw, sugerując, że doktorat zrobiłem na uczelni partyjnej i to rangi Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu itp. Jeden z bojówkarzy Frasyniuka np. wykrzykiwał w czasie prelekcji, że “Solidarność” wie coś o moim doktoracie, o mojej wiedzy, studiach, kwalifikacjach. Słowem robiono wszystko, by nie dopuścić do realizacji prelekcji. Gdy próbowałem np. powołać się na jakąś moją publikację oficjalną lub poza oficjalnym obiegiem, grupa ta na komendę wybuchała głośnym śmiechem, wyrażając szydercze uwagi i poddając w wątpliwość możliwość wyrażania przeze mnie jakiejkolwiek rozsądnej myśli na piśmie. Także cytowane wypowiedzi innych ludzi, którzy wyrażali krytyczne uwagi o korowskiej “Solidarności” traktowane były podobnie lekceważąco i szyderczo...

Wreszcie nieuczciwe i poniżej pasa było uderzenie i przypisywanie mi współpracy z SB, PZPR i władzami. Gdyby to była choć w drobnej części prawda, to musiałbym mieć jakąś korzyść np. stanowisko zgodne z kwalifikacjami lub w ogóle jakąś pracę, jakieś przywileje, talony i inne wyróżnienia jakimi obdarowuje się osoby miłe władzy. Toteż po zakończeniu prelekcji, nawet życzliwi dotychczas “Solidarności” uczestnicy spotkania opuszczali salę z niesmakiem i z zażenowaniem. Nie spodziewali się bowiem, by ludzie szermujący nieustannie hasłami demokratycznymi, pluralizmem, wolnością słowa, przekonań, poglądów, opinii, sądów w praktyce brutalnie zwalczali te wartości, gdy stają się one im niewygodne.

Zetknęli się bowiem z klasycznym przykładem, gdy nawyki zamordyzmu i nietolerancji stają się silniejsze od propagandowych haseł. Był to przykład wielce pouczający, nie tylko dla studentów, ale także dla tych wszystkich, którzy mieli jeszcze resztki złudzeń i nadziei związanych z byłą korowską “Solidarnością”.

Obywatele RP - pożyteczni idioci PIS?

Za nami 80-miesięcznica smoleńska. Pokojowe comiesięczne obchody próbowali zakłócić aktywiści grupy pod nazwą Obywatele RP. Najpierw po porannej mszy, nie odbyło się bez przepychanek, policja w ramach zabezpieczenia i weryfikacji pirotechnicznej miejsca, gdzie mieli przebywać premier i inni ministrowie przesunęła demonstrantów z Obywateli RP o kilka metrów. Lider Obywateli RP niejaki Paweł Kasprzak później żalił się dziennikarzom, że policjanci nie pozwolili przeszkadzać w oddaniu hołdu ofiarom katastrofy smoleńskiej i zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury o rzekomym naruszeniu nietykalności.

Wieczorem sytuacja się powtórzyła, mimo prób utrudnienia w postaci gwizdów i krzyków, przed Pałacem Prezydenckim obchody odbyły się. Była modlitwa i przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, w którym nawiązał do prób blokowania Marszu Pamięci. Policja skrzętnie odgrodziła Obywateli RP od pozostałych demonstrantów.

Zatem klęska Obywateli RP, którzy odgrażali się że nie dopuszczą do 80-miesięcznicy smoleńskiej. Równocześnie dali bezdyskusyjny argument na rzecz uchwalenia nowego prawa o zgromadzeniach publicznych. Dziennikarz TVN Konrad Piasecki tak ocenił ich działania cyt. Próby zakłócenia miesięcznicy smoleńskiej będą doskonałym argumentem za zaostrzaniem prawa o zgromadzeniach. Tak działają pożyteczni idioci.

O projekcie nowelizacji Prawa o Zgromadzeniach zob. http://serwis21.blogspot.com/2016/12/po-nowelizacji-prawa-o-zgromadzeniach.html

Ważna kampania, dlatego postanowiłem ją wesprzeć, Ciebie także zachęcam do tego…

Poniżej informacja Instytutu Ks. Piotra Skargi:

Żyje w naszym kraju człowiek, który nie zgodził się, 
 aby uśmiercić nienarodzone DZIECKO 

 Za tę decyzję został zwolniony z pracy. Lewicowe proaborcyjne środowiska, współpracując z wielkonakładowymi mediami, rzuciły się na niego, rozpętując kampanię oszczerstw. Obrażano go, publicznie nazywając religijnym psychopatą, zwyrodnialcem, pomyleńcem, a nawet wcieleniem szatana…

zapewne domyślasz się, że zwracam się do Ciebie w sprawie prof. Bogdana Chazana, wielkiej klasy specjalisty w dziedzinie ginekologii i położnictwa, nieugiętego obrońcy życia. Być może zapytasz co się stało?

...przecież prof. Chazan wygrał wszystkie procesy sądowe, a obrażające go osoby musiały się tłumaczyć z oszczerstw i publicznie go przeprosić.

...przecież Trybunał Konstytucyjny uznał, że prof. Chazan miał prawo postąpić zgodnie ze swoim sumieniem i odmówić uśmiercenia nienarodzonego dziecka.

Niestety to nie koniec batalii w obronie Profesora. Właśnie dotarła do mnie informacja z Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny o tym, że przeciwnicy prof. Chazana, mając za nic wyroki sądu oraz orzeczenie Trybunału, przypuścili kolejny atak. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj wobroniesumienia.pl

Przyznasz, że trudno w to uwierzyć...
...ale tym razem domagają się, aby prof. Bogdan Chazan został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu lekarza.

Mówiąc w skrócie – po nieudanych próbach oszkalowania wizerunku, przegranej batalii w kwestii klauzuli sumienia, propagatorzy zabijania nienarodzonych dzieci, chcą pozbawić prof. Chazana możliwości pomagania kobietom oczekującym na poród.
Jak widzimy ci ludzie nie cofną się przed niczym. Dlatego my, obrońcy życia nie możemy siedzieć z założonymi rękoma. Co możemy zrobić?
Ja osobiście dołączyłem do grona przeszło 13 000 osób, które poprzez stronę wobroniesumienia.pl przesłało petycje do najważniejszych instytucji lekarskich w kraju. Ciebie również zachęcam do tego.
Jestem przekonany, że organizatorom tej kampanii, uda się, dzięki naszej masowej aktywności, obronić prof. Chazana.
Kończąc ten list chciałbym Cię prosić o rozesłanie linku do tej ważnej kampanii jak największej liczbie osób. Daj szansę innym, aby wsparli prof. Chazana!


Łączę pozdrowienia
Sławomir Olejniczak
Prezes Instytutu Ks. Piotra Skargi

P.S. Podpisałem petycję na stronie wobroniesumienia.pl, bo tak jak inni uważam, że należy bronić prof. Bogdana Chazana.

10 grudnia 2016

Biblioteka Narodowa: Nagroda Literacka Skrzydła Dedala 2016 dla Marty Kwaśnickiej i Renaty Lis

Nagrodę Literacką Skrzydła Dedala, przyznawaną przez Bibliotekę Narodową, w roku 2016 otrzymują ex aequo Marta Kwaśnicka za książkę Jadwigaoraz Renata Lis za książkę W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu.  

Laureatów wybrało Jury w składzie:
•         Włodzimierz Bolecki (przewodniczący), 
•         Tomasz Bocheński, 
•         Tomasz Burek, 
•         Antoni Libera, 
•         o. Janusz Pyda OP.

Marta Kwaśnicka, autorka książki Jadwiga (Teologia Polityczna 2015), nagrodzona została „za podjęcie niemodnego tematu świętości i odpowiedzialności politycznej w średniowieczu, i przedstawienie go w takiej formie, że staje się on nie tylko pasjonujący, ale i aktualny”.

Renata Lis, autorka książki W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu (Wydawnictwo Sic! 2015), nagrodzona została „za rewelacyjną opowieść biograficzną o życiu Iwana Bunina – pisarza, wokół którego narosło mnóstwo nieporozumień – idealnie łączącą kompetencje filologiczne z subtelnym darem empatii i domyślnego serca”.

Nagroda Literacka Skrzydła Dedala, ustanowiona przez Bibliotekę Narodową w 2015 r. nawiązuje do idei Nagrody im. Andrzeja Kijowskiego, przyznawanej w latach 1985-1989 przez Komitet Kultury Niezależnej, a następnie w latach 1995-2008 przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu (Ossolineum) i w latach 2010-2012 przez Bibliotekę Narodową.

Nagroda Skrzydła Dedala przyznawana jest corocznie pisarzom za książkę lub całokształt twórczości w dziedzinie literatury pięknej, ze szczególnym uwzględnieniem prozy, krytyki literackiej, artystycznej, historii oraz szeroko rozumianej problematyki społecznej.

W ocenie jury brane są pod uwagę istotne walory poznawcze twórczości nominowanych autorów, a także niekonwencjonalność sądów, opinii, odwaga i precyzja myśli oraz piękno słowa.
W roku 2015 Nagrodę Skrzydła Dedala otrzymał Przemysław Dakowicz.

Patronat medialny nad Nagrodą objął Program 2 Polskiego Radia


Grzegorz Mazurowski
Biblioteka Narodowa

Prowokacja z fałszywymi projektami ustaw środowiskowych czy jakieś nieformalne projekty?

W resorcie Jana Szyszki przygotowany został zabójczy dla polskiej przyrody pakiet nowelizacji kluczowych ustaw. Po wejściu w życie proponowanych przepisów środowisku naturalnemu w Polsce grozi katastrofa, a dodatkowo nasz kraj może stracić miliardy euro z funduszy europejskich - alarmuje Greenpeace Polska, a za nią opozycyjne media. Tyle że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością.

W piśmie z dnia 9 grudnia Ministerstwo Środowisko zaprzeczyło tej informacji - w Ministerstwie Środowiska nie toczą się prace legislacyjne dotyczące ustaw prawo ochrony środowiska oraz udostępnianie informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Jednocześnie informujemy, że projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz niektórych innych ustaw znajduje się na stronie Rządowego Centrum Legislacji od ponad 5 miesięcy. Apelujemy o publikowanie sprawdzonych informacji dotyczących aktów prawnych, które zamieszczane są w oficjalnych publikatorach Ministerstwa Środowiska i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ministerstwo Środowiska przypomina, że wielokrotnie zapraszało organizacje pozarządowe do współpracy, jak chociażby przy okazji monitorowania pozostawionej – na wniosek niektórych organizacji – bez ingerencji człowieka 1/3 obszaru Puszczy Białowieskiej, czy w przypadku odtwarzania populacji żubra w państwach UE. Niemerytoryczne ataki personalne stosowane przez cześć przedstawicieli organizacji – w ocenie resortu – nie służą wzajemnemu dialogowi, który powinien dążyć do wspólnego działania na rzecz środowiska. Sprawdziłem na stronie RCLu nie ma żadnych projektów ustaw, o których wspomina Greenpeace Polska, zatem żadne formalne prace legislacyjne nie zostały uruchomione, a jedyny projekt ustawy dotyczący powyższych zagadnień tzw. UD46 stanowi wykonanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego P49/11 oraz K 36/13.

Kłamstwo krzyczy GreenPeace na odpowiedź resortu i na dowód publikuje rzekome pisma. Jednak nawet pobieżna weryfikacja zamieszczonych projektów ustaw przez Greenpeace Polska pozwala stwierdzić że nie są to oficjalne projekty ustaw. Brak bowiem jakichkolwiek cech projektu urzędowego np. daty (a zatem nie wiadomo kiedy powstał), nie ma podpisów czy pieczątek pod projektem, nie ma także oceny skutków regulacji projektu, co jest warunkiem niezbędnym do dalszego procedowania projektu. Co więcej sam projekt ustawy zmieniającej ustawy o ochronie przyrody przewiduje wejście w życie 1 stycznia 2017 r (a nawet jeden z zapisów - 31 grudnia 2016 r.), co uwzględniając harmonogram prac nad projektem rządowym byłoby niemożliwe.

Może zatem mamy do czynienia z wstępnymi projektami nieformalnymi?

Otóż rzekomy list ministra Szyszki nie zawiera ani nagłówka Ministerstwa, nie ma właściwej sygnatury, rozdzielnika ani innych właściwych cech pisma urzędowego. Także rzekome pismo ministra Henryka Kowalczyka budzi wątpliwości pod względem wiarygodności. Nosi on datę ręcznie spisaną z 12 listopada oraz sygnaturę ręcznie spisaną (która nie pokrywa się z sygnaturami zazwyczaj stosowanymi w KPRM dla pism wychodzących z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ministra członka Rady Ministrów). Ponadto pismo informuje, że w załączniku przesyła pakiet ustaw, których inicjatorem jest Ministerstwo Środowiska, tyle tylko że rzekome pismo Ministra Szyszki do pani premier zawierające pakiety ustaw nosi datę 14 listopada (czyli 2 dni później). Zatem nawet chronologia dat się nie zgadza.

Zatem czy mamy do czynienia z bardzo nieformalnymi wstępnymi konsultacjami nad projektami ustaw, które nie są żadnymi realnymi projektami resortowymi czy też z prowokacją z fałszywymi pismami celem próby kompromitacji resortu środowiska i rządu?

dr Daniel Alain Korona

Pozew przeciwko Facebookowi za cenzurę, dyskryminację i obrazę uczuć religijnych

Prezes Reduty Dobrego Imienia złożył pozew przeciwko Facebookowi. 

Maciej Świrski, który skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew przeciwko Facebookowi, zarzuca spółce dyskryminację z uwagi na przekonania polityczne, światopogląd oraz wyznanie, żądając zakazania Facebookowi stosowania cenzury, dyskryminacji i blokowania swobody przepływu informacji.

Warto w tym miejscu wskazać, że dobro osobiste w postaci prawa do pozyskiwania informacji (swobody komunikacji) i to informacji prawdziwych, rzetelnych, jest wywodzone z art. 54 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. Nr 78, poz. 483). Zapewnia ono każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 

Zasada prawa do pozyskiwania informacji wyartykułowana została również w art. 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (Dz.U. z 1977 r. Nr 38, poz. 167), zgodnie z którym „każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru”. Z dniem 19.01.1993 r. Rzeczpospolita Polska ratyfikowała także Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z dnia 4.11.1950 r. (Dz.U. z 1993 r. Nr 61, poz. 284 z późn. zm.).

Wolność wypowiedzi związaną z otrzymywaniem informacji gwarantuje art. 10 ust. 1 Konwencji, który stanowi, że każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. 

Do pozwu dołączono ogromną dokumentację, z której wynika, że Facebook nie blokuje ani treści o charakterze propagującym totalitaryzm komunistyczny, ani żadnych profili, na których znajdują się komunistyczne symbole. Chętnie za to blokowane są np. zdjęcia sławiące Żołnierzy Wyklętych czy zdarzenia upamiętniające Żołnierzy Wyklętych, wydarzenia o charakterze katolickim czy narodowym. 

Rodzi to zasadnicze pytanie o kryteria usuwania treści, które zdaniem Macieja Świrskiego dyskryminują użytkowników ze względu na przekonania, światopogląd oraz wyznanie.

Pozew skierowany jest zarówno przeciwko spółce – matce z siedzibą w USA jak i spółce z siedzibą w Irlandii.

Zespół Reduty Dobrego Imienia

Nie warto rozmawiać (felieton z internetowego kabaretu Małgorzaty Todd 50/2016)

Wymiana myśli ma sens tylko wtedy, gdy różnimy się z oponentem zasobem i ewentualnie źródłem wiedzy na dany temat, a nie dobrą wolą z jednej strony, a złą z drugiej. Taka rozmowa nie prowadzi bowiem dokądkolwiek. Kiedy dyskutanci zacietrzewiają się, najlepiej zgromadzenie opuścić, albo wyłączyć telewizor, bo wszyscy mówią naraz przekrzykując się i nikt nikogo nie słucha. Trudno cokolwiek zrozumieć.

     Stały festiwal głupoty trwa w najlepsze. Do mediów przebija się tylko ten, kto plecie wyjątkowe androny. UltraNowoczesny Petru ze swoją świtą są niezawodni. To prawdziwi profesjonaliści. Należałoby ich jednak pokazywać wyłącznie w programach rozrywkowych pospołu z Bolkiem i KODomitami wszelkiej maści. Pytanie posłów PO o cokolwiek, to zupełna strata czasu. Nie muszą nawet znać pytania, odpowiedź jest zawsze ta sama – wszystkiemu winien jest PiS.

     Dlaczego tak się dzieje? Postkomuna ma to do siebie, że swój byt opiera na kłamstwie, bez którego „uprawnione” złodziejstwo nie byłoby możliwe. Jedno i drugie nie jest możliwe bez „naukowego”, albo „dialektycznego” ogłupienia narodu. Póki tego nie zrozumiemy, będziemy dawać się wciągać w jakieś pyskówki, zamiast ignorować głupków i prowokatorów.

     Czas zacząć rozmawiać poważnie, ale tylko z poważnymi ludźmi.


Małgorzata Todd

9 grudnia 2016

Działacze opozycji, internowani, represjonowani, wiezieni przeciw próbom destabilizacji państwa

Działacze opozycji antykomunistycznej, osoby internowane, represjonowane, więzione w stanie wojennym wystąpiły z listem otwartym, w którym wyrażają swój negatywny stosunek do działań podjętych z okazji 13 grudnia przez środowiska opozycyjne i sztucznie wykreowane legendy tj. próby wyprowadzania ludzi na ulicę celem obrony nieuzasadnionych przywilejów, wzywanie prokuratorów, sędziów, policjantów, żołnierzy oraz przedstawicieli innych służb mundurowych do wypowiedzenia posłuszeństwa, w tym dokonania zamachu stanu wobec demokratycznie i zgodnie z prawem wybranych władz Rzeczypospolitej. Poniżej tekst apelu:


List otwarty do władz III RP oraz Polskiego Społeczeństwa 

W związku z tragiczną rocznicą wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku jesteśmy świadkami dążenia do destabilizacji państwa polskiego. Wybrane media i pojawiający się w nich tzw. eksperci, dyżurne autorytety, sztucznie wykreowane legendy oraz politycy opozycji i ich sympatycy, najczęściej wywodzący się z dawnego aparatu przemocy, którym towarzyszy wszechobecna korupcja i oszustwa dokonywane przez ludzi z politycznego establishmentu, obwieszczają codziennie, że demokracja w Polsce jest zagrożona. Należą do nich także środowiska zdolne zaakceptować tylko taki konsensus, w którym oczywisty agent jest wybielany, bezczelny złodziej może być pewien bezkarności, a transfery publicznych pieniędzy do ich firm, mediów, teatrów i wszelkich innych organizacji uznają za normalność. Moralne i polityczne kreatury narzucane są w prasie i telewizji, literaturze i sztuce, w nauce i oświacie. 
Żyjemy w dobie poszukiwania moralnych autorytetów, wzorów do naśladowania. Jakże często robimy to na ślepo, przyjmując kłamliwe podpowiedzi cynicznych mediów, sięgamy tam, gdzie są ideowa pustka, zaprzaństwo, sztucznie kreowane życiorysy, wypreparowane z prawdy i pozbawione podstawowych wartości.
Przypominamy, że wiara w sztucznie wykreowaną rzeczywistość powoduje, że draństwa autorytetów przyjmowane są za wzorce. Wyznacznikiem bycia autorytetem winien być wyznawany taki system wartości, który opiera się na prawdzie i odpowiedzialności. Autorytetami, zarówno dla tego, jak i przyszłych pokoleń młodych Polaków, powinni być ludzie bezkompromisowi, nieugięci, ale także potrafiący zrozumieć własne błędy i umiejący za nie przeprosić. 
Dziś prawdziwi bohaterowie dawnych wydarzeń są zepchnięci w niepamięć, wegetują w niszowych środowiskach, częstokroć bez środków do życia, czasem w wyniku represji pozostaną na zawsze kalekami. Czas najwyższy skończyć z dzikim obyczajem, że tak zwane „legendy Solidarności”, niezależnie od tego, kim okazały się po Sierpniu 1980, mają dozgonnie otwartą drogę do kariery politycznej pod chroniącym je immunitetem nietykalnych świętych krów, jednocześnie stoją w jednym szeregu z ludźmi pokroju b. pułkownika LWP, nawołującego do dokonania zamachu stanu, dziećmi morderców Żołnierzy Wyklętych, morderców księży Popiełuszki, Suchowolca, Zycha, Niedzielaka, dziewięciu górników z kopalni „Wujek” czy też ponad stu ofiar skrytobójczych mordów, które dokonano w stanie wojennym. 
Apelujemy do sztucznie wykreowanych „legend”: opamiętajcie się, nie da się zachować cnoty i jednocześnie pełnić rolę alfonsa! 
Oświadczamy, że wyprowadzanie ludzi na ulicę w dniu 13 grudnia celem obrony nieuzasadnionych przywilejów, podżeganie do nieposłuszeństwa, wzywanie prokuratorów, sędziów, policjantów, żołnierzy oraz przedstawicieli innych służb mundurowych do wypowiedzenia posłuszeństwa, w tym dokonania zamachu stanu wobec demokratycznie i zgodnie z prawem wybranych władz Rzeczypospolitej jest przestępstwem ściganym z mocy artykułu 18 Kodeksu karnego! Władzom III RP zalecamy zaś skorzystanie z art. 127 § 1 kk, który mówi: „Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności”.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita, nasza Ojczyzna, o którą my walczyliśmy w przeszłości, winna w ten sposób pokazać swą determinację i siłę w walce ze złem!



13 grudnia godz. 18.00 Manifestacja PIS w Warszawie

13 grudnia swoją coroczną manifestację upamiętniającą 13 grudnia, ofiary stanu wojennego organizuje Prawo i Sprawiedliwość. Manifestacja rozpocznie się tradycyjne na Placu Trzech Krzyży, ale w przeciwieństwie do lat ubiegłych nie miała charakteru marszu.

Podczas manifestacji zaplanowane jest m.in. wystąpienie prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego oraz działaczy antykomunistycznej opozycji. Na manifestacji mają też być obecni członkowie rządu Beaty Szydło. Zaplanowana jest także modlitwa za ofiary stanu wojennego i apel pamięci.

Atakowani i szykanowani, ale nie poddajemy się! - Biuletyn Fundacji Pro Prawo do Życia


Po tym jak PiS odrzucił projekt mający uratować przed śmiercią tysiąc dzieci rocznie, spotykaliśmy się z różnymi problemami. Przede wszystkim, wśród naszych przyjaciół i wolontariuszy panowało wielkie rozczarowanie i dezorientacja. Te odczucia przekuliśmy jednak w mobilizację do dalszej pracy – pracy u podstaw, to znaczy na ulicach polskich miast. W tym miesiącu (listopad) organizowaliśmy 58 pikiet pokazujących prawdę o aborcji. Wzięliśmy także udział w Marszu Niepodległości, na którym pokazaliśmy kilkudziesięciu tysiącom Polaków, jak wygląda mordowanie dzieci przed narodzeniem.

Kolejnym problemem były reakcje wyborców PiS. Na niektórych naszych plakatach obok zdjęcia ofiary aborcji umieściliśmy zdjęcia polityków Prawa i Sprawiedliwości, oraz dodaliśmy informację, że przez rok rządów PiS-u w polskich szpitalach zginęło w wyniku aborcji już około tysiąca dzieci. Wiele osób zarzucało nam bezpodstawne atakowanie rządu. Musieliśmy wielokrotnie powtarzać, że robimy dokładnie to samo, co w poprzednich latach: pokazujemy prawdę, pokazujemy liczbę zamordowanych dzieci. Nie mamy prawa ukrywać tej prawdy, jesteśmy ją winni ofiarom aborcji.
Podczas naszych pikiet spotkaliśmy się także z policyjną nagonką. 28 i 29 listopada 2016 roku, policjanci rozbili legalne zgromadzenia Fundacji Pro – Prawo do życia w Gdyni. Obrońcy życia są szykanowani przez policję w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Białymstoku i Katowicach. Mimo to nie dajemy się powstrzymać. Cały czas szkolimy nowych ludzi, którzy są gotowi poświęcić swój czas dla obrony tych, którzy sami bronić się nie mogą. W listopadzie zorganizowaliśmy kursy dla prolajferów w Warszawie, Krakowie, Gliwicach i Pabianicach. Przeszkoliliśmy około 70 osób.
Oprócz pikiet i kursów zajęliśmy się intensywnie prowadzeniem kampanii bilbordowych, o czym pisałam Panu w poprzednich mailach. Powiesiliśmy kilkanaście plakatów w województwie Małopolskim i Podkarpackim.

Mam też świetną wiadomość. Dzięki pomocy przyjaciół i bardzo wielu dobrych ludzi, jeden z naszych najodważniejszych współpracowników, Bawer Aondo-Akaa zwyciężył w internetowym plebiscycie „Człowiek bez Barier roku 2016”. Chciałabym podziękować każdemu, kto zagłosował na Bawera. To naprawdę wspaniały człowiek, który jak nikt inny potrafi przekonywać ludzi do walki o życie nienarodzonych. Z całego serca cieszę się, że jest z nami.

Kinga Małecka Prybyło
Fundacja Pro Prawo do Życia

PS. Zamierzamy skierować do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji petycję w sprawie nadużyć policji. Proszę śledzić stronę www.ratujdzieci.pl!

Przejęty lub pod kontrolą późniejszych Magdalenkowców?

Minęło 27 lat od zakończenia PRL, 35 lat od stanu wojennego i ponad 36 lat od pamiętnych strajków sierpniowych i powstania Solidarności. Wiele osób nie może zadziwić się dlaczego wspólne deklaracje, odezwy podpisują byli znani działacze opozycji i apolegeci stanu wojennego (jak płk Mazguła). Być może dlatego, że biografie tych działaczy nie są tak czyste jak to nam przedstawiono, że wielu z nich nawet jeżeli nie byli agentami, byli jednak prowadzeni przez SB. Dziś fragment książki "zaułki Zbrodni" internowanego wiceprzewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Mirosława M. Krupińskiego (zmarł w 2012 r.) m.in. o Władysławie Frasyniuku.

...w czasie kiedy interesy „Solidarności” jako całości były dla mnie pierwszoplanowe – tego aspektu „solidarności więziennej” nie poruszałem, aby obrazu nie psuć. Teraz, w roku 2001, zaczynają docierać do mnie układające się w całość dalsze fragmenty politycznej prostytucji, których dalej maskować powodu nie mam.  Ale aby owo wydarzenie zrozumieć – należy wrócić w czasie nieco wstecz:

Gdzieś na przełomie lat 82/83 przywieziono do Łęczycy Władysława Frasyniuka.  Przez kilka dni trzymano go oddzielnie a następnie „dokwaterowano” do nas.  Było nas już wtedy ponad dziesięciu i od czasu do czasu zmieniano nam strategicznie cele. Po jednej z takich roszad znalazłem się sam na sam z Frasyniukiem w małej celi z czterema pryczami.  Zastanawiałem się nad celem takiej rozrzutności metrażowej – cele były zwykle przepełnione, a tutaj pomimo dwóch pustych prycz nie dokwaterowano nam nawet wtyczki (byli tacy).  Najmniej machiawelicznym wytłumaczeniem mogło być że cela miała dobry podsłuch i chciano posłuchać naszych rozmów.

Rozbawiony pomyślałem że  słuchających spotka raczej zawód bo Frasyniuka za tytana intelektu raczej nie uważałem - przeto szans na ekstrawertyczne dyskusje z mojej strony nie było.  W jakimś jednak stopniu się pomyliłem – Władek miał dziwnie wiele do powiedzenia. Nie mówił wprawdzie własnym językiem tylko cytatami z Michnika, Kuronia & Co, ale mówił zadziwiająco wiele i zadziwiająco płynnie. Wręcz recytował. Nie było w tym „prawie monologu” nic o „Solidarności” członkami KK której obaj byliśmy, ani o sytuacji Polski której wykładnikiem była nasza obecność w Łęczycy. Było natomiast bardzo wiele o strategii  dojścia do władzy i o władzy tej przyszłym składzie. A ów referowany skład byl z grubsza  taki, jak to dziś bym określił, pomagdalenkowy – czyli Frasyniuka idole, Frasyniuk i ci co z nimi trzymać będą. 

Frasyniuk mówił, a mnie przed oczami rysowała się scena z Sienkiewiczowego potopu, kiedy to książę Bogusław Kmicicowi o postawie czerwonego sukna referował…

Do tej pory nie jestem pewien co było powodem tej wylewności.  Może wcześniejsza ulotka Grunwaldu, która po storpedowaniu Zjazdu tej organizacji w Grunwaldzie w lipcu 1981 i zapobieżeniu druku materiałów zjazdowych przez Zarząd Regionu Warmińsko- Mazurskiego, którego byłem wybranym właśnie przewodniczącym, deklarowała mnie Żydem.  Może inspiracja Kiszczaka & Co, którzy mogli uważać mnie za kandydata na przyszłego magdalenkowca.  Może wreszcie Frasyniukowe mniemanie że nikt okazji przyłączenia się do przyszłej władzy się nie oprze i będzie o jej względy czynem i lojalnością zabiegał. Najbardziej dziś prawdopodobna wydaje mi się mieszanina wszystkich trzech powodów  - bo przecie ktoś musiał nam to tet a’tet w pół pustej celi zorganizować, a mój „wykładowca teorii przyszłej waaadzy” mówił otwarcie jak do swojego.


 A ja go, nieszczęsny, zbyłem jak głupiego dzieciaka i wyśmiałem (nie próbując nawet, z uwagi na spodziewany podsłuch i Frasyniuka własne walory intelektualne, polemizować) wywołując najpierw zdziwienie i konsternację, a następnie wyraźną wrogość. Musi co jakiś plan w stosunku do mnie się wtedy rypnął… Czyj?

 Była jeszcze później jakaś próba z jego strony podsunięcia mi do podpisania deklaracji że „uważam  TKK za jedyną siłę przewodnią i reprezentację „Solidarności” i społeczeństwa”, a kiedy i to wyśmiałem – zostaliśmy wrogami. Właściwie - Frasyniuk został moim wrogiem, bo ja go po prostu lekceważyłem.  Lekceważyłem niesłusznie – jak dowiodła późniejsza Magdalenka, której prescenariusz było mi dane wysłuchać w cztery oczy od Władysława Frasyniuka w wiezieniu w Łęczycy na początku roku 1983.


... chyba w drugiej połowie maja lub w czerwcu, do ZK Łęczyca przyjechała grupa kilku wyglądających na wysokich oficjeli cywilów MSW, aby wybadać co z „ułaskawiania  Krupińskiego” można zrobić.  Zrobić nie można było nic bo moje stanowisko w sprawie ułaskawiania na dwa miesiące przed wiszącą w powietrzu amnestią zostało zadeklarowane przez opisaną wcześniej rozmowę z naczelnikiem i poprzez  cenzurowany list od mojego adwokata potwierdzającego moje polecenie nie składania przez niego ani przez moją rodzinę prośby o ułaskawienie. 

Niemniej, ponieważ „władza” wydawała się desperacko szukać zainteresowanych amnestią – przybysze pod koniec nieudanej rozmowy zaczęli prosić abym przynajmniej zadeklarował czy „usunięty z wiezienia wbrew mojej woli” będę naruszał prawo. “Oświadczam że nie zamierzam podejmować żadnych działań sprzecznych z prawem. Równocześnie oświadczam, że nigdy nie występowałem spoza węgła ani cudzych pleców, a wszystkie swoje działania firmowałem własnym nazwiskiem, ponosząc za nie pełną odpowiedzialność. Ten sposób postępowania zamierzam kontynuować nadal”. 

Odbierający to expose esbek zgrzytnął zębami i rozmowa się skończyła.  Zadowolony z zagrywki opowiedziałem o wydarzeniu po powrocie do celi, nie wywołując nadmiernego zainteresowania u naszej chyba dziesięcioosobowej grupy. Z jednym wyjątkiem – Władysława Frasyniuka, który zaczął marudzić że „on jest Roch a to pani Kowalska” – czyli że „podpisać jest podpisać”, bez względu na to co.  Dyskusja mijała się z celem bo tytanem intelektu, jak już wspomniałem, to Frasyniuk nie był. Jak sam często deklarował – uznawał jedynie „głupotę nie maskowaną wyższym wykształceniem” - a tej mu nie brakowało. Zaczął coś poszeptywać z dwoma wielbicielami-adiutantami po kątach i okazywać mi wyraźną wrogość.  Ponieważ wrogość  okazywał już wcześniej, za każdym razem kiedy nie wpadałem w ślepy zachwyt nad jego cytatami Michnika, Kuronia & Co – pogodnie to zignorowałem. 

W międzyczasie wydarzyły się dwie następne rzeczy – otrzymałem odmowę ułaskawienia, co zgrzyt zębów SBeka zapowiedział mi już wcześniej, a żona w czasie odwiedzin nadmieniła o plotkach w Olsztynie, że ja „wstąpiłem do SBecji”. Załatwiłem, jak mi się wydawało, obie sprawy jednocześnie przekazując jej podpisaną przez Jabłońskiego odmowę łaski miłościwej PRL reprezentowanej przez Radę Państwa, nad Krupińskim, a przy okazji na odwrocie tego dokumentu napisany w czasie widzenia tekst owego niekoszernego oświadczenia i kilka słów na temat metod działania prowokatorów. Było to na początku lipca. Wybiegając nieco poza ramy czasowe tej książki – po powrocie do Olsztyna  zaobserwowałem zjawisko pewnego ode mnie dystansu otoczenia – co mnie dość cieszyło, bo ogonów za sobą byłem pewny i nikogo im na oczy naprowadzić nie chciałem. W mieszkaniu miałem, w tym samym celu, napis „uwaga podsłuch” na ścianie przedpokoju.

Nie wiem czy Frasyniuk już w czerwcu roku 1983, w wiezieniu w Łęczycy, był człowiekiem przejętym gdzieś po drodze przez Kiszczaka i jego służby. Mógł być, mógł nie być. Z pewnością był pod kontrolą późniejszych magdalenkowców, tych ex czerwonych, spoza władz „Solidarności” z wyboru – o czym świadczą jego wypowiedzi w czasie obrad w Magdalence, zarejestrowane w zapisie rozmów okrągłostołowych autorstwa  Krzysztofa Dubińskiego “Magdalenka transakcja epoki”.  Polecam szczególnie uwadze zawartą tam deklarację Frasyniuka pod adresem Kiszczaka: “dla dobra kraju, dla dobra społeczeństwa które wam nie wierzy i które nie chce was słuchać, staramy się zapewnić waszą wiarygodność”…  (str 29 w/w książki). Mógł być na usługach jednych i drugich, bo w końcu i tak okazało się że było to i jest towarzystwo wzajemnej adoracji. 

Dalej – pisałem już kilkakrotnie w rożnych publikacjach internetowych, że pierwsze objawy bezimiennej jeszcze Magdalenki wyczuwałem jeszcze przed moim wyjazdem. Być może wycinanie w pień tych którzy Magdalence mogli się sprzeciwiać było jednym z pierwszych etapów, a opisane frasyniukowanie w mojej sprawie jego elementem. Może powodem były moje chłodne komentarze w Łęczycy pod adresem idoli Frasyniuka, które zostały im przekazane i wywołały akcję prewencyjną przeciwko mojej obecności w czasie okrągłostołowania. Niezależnie od owego prawdziwego „może” – największy żal mam do tych którzy niegdyś wydawali się mnie znać dość dobrze i którzy w te szyte grubą nicią kłamstwa uwierzyli. Bo pomijając już ocenę mojej takiej czy innej odporności na marchew i kije przed owym kłamstwem – czy ja rzeczywiście wyglądałem na takiego durnia, który na dwa miesiące przed upływem odsiadki, po odmówieniu wystąpienia o ułaskawienie i po wszystkich poprzednich demonstracjach, które przecież były jakimś spójnym planem postępowania - rzeczywiście mogłem tej kochanej władzy aż tak się przymilać? I czy ta władza mając jakąś „deklarację miłości Krupińskiego” nie pośpieszyłaby ją upublicznić? I czy ja, będąc, jak głosiły owe kłamstwa, jednych z nich, łowiłbym (co robiłem) ryby czy też raczej usiłowałbym się wkręcić jak najszybciej spowrotem w ramiona i zaufanie moich „wiernych i lojalnych wyborców”, aby ich sypać lub na nich wpływać? To pytanie do Olsztyniaków, których jeszcze kilka lat wcześniej za durniów nie miałem.


12 grudnia - wiec przeciwko systemowej ochronie zbrodniarzy komunistycznych


8 grudnia 2016

Kolejne ciało smoleńskie było zamienione

W grobie śp. Piotra Nurowskiego, w roku 2010 przewodniczącego Polskiego Komitetu Olimpijskiego, spoczywało ciało innej osoby. Tak stwierdzili prokuratorzy dokonujący trzeciej ekshumacji "smoleńskiej" w tym roku. To oznacza, że co najmniej w jeszcze jednym innym grobie pochowano niewłaściwie ciało albo że skremowano ciało Piotra Nurowskiego. Takie są efekty zaniechań polskich władz zaraz po katastrofie smoleńskiej. 
Dodajmy, iż członkowie rodziny Piotra Nurowskiego byli wcześniej radykalnie przeciwni procedurze ekshumacji, twierdząc iż jest to naruszenie spokoju miejsca pochówku, a wątpliwe by coś nowego wniosło do sprawy. Jak się okazało byli w błędzie. Ciekawe jak teraz oceniają ekshumacje, a zwłaszcza zaniechania władz PO-PSL?

Promesa PKO BP dla PFR na przejęcie PeKaO SA?

W dniu 7 grudnia 2016 r. PKO BP wydał jednemu z klientów Banku promesę, na podstawie której Bank zobowiązał się wobec Klienta do udzielenia pożyczki w wysokości nieprzekraczającej kwoty 3.200.000.000 zł (słownie: trzy miliardy dwieście milionów złotych), przeznaczanej na sfinansowanie działalności inwestycyjnej Klienta. Uzgodniona przez Bank i Klienta Promesa stanowi, że Pożyczka zostanie udzielona na podstawie umowy pożyczki, której treść zostanie ostatecznie wynegocjowana w terminie do dnia 30 kwietnia 2017 r.
W mediach pojawiły się informacji wiążącej tą informację z inną tj. ogłoszeniu o przejęciu PeKao SA przez PZU i Polski Fundusz Rozwoju. Według nieoficjalnych informacji Radia ZET, pieniądze z promesy PKO BP mają zostać przeznaczone na zakup części pakietu akcji Pekao SA, spekuluje się, że pożyczkobiorcą będzie PFR.
Czy tak duża pożyczka dla jednego klienta jest ekonomicznie zasadna, zwłaszcza jeżeli ma służyć politycznemu celowi, jaką jest przejęcie PeKaO SA w ramach repolonizacji sektora? Na jakich warunkach udzielono tej promesy? Nie wiadomo. 
Brak właściwych informacji dot. promesy kredytowej i warunków na jakich zostanie udzielona pożyczka uniemożliwia dokonanie rzetelnej oceny. Ale PKO BP jako spółka publiczna powinna maksymalnie szeroko udzielać informacji tak istotnych dla akcjonariuszy i dla pracowników Banku. Tyle tylko, że dla włodarzy PKO BP drobni akcjonariusze i pracowników Banku nie liczą się, jedynie wizerunek medialny i dobra ocena u rządzących.

Dlaczego SB założyła Schetynie tzw. SOR dopiero w październiku 1988 roku?

O tym, że materiały SB dzisiaj w dyspozycji IPN, były w części przygotowywane pod kątem przyszłej post-PRLowkiej rzeczywistości już pisaliśmy. Celem tych działań było zniszczenie lub obrzucenie infamią jednych działaczy (tych niepokornych), zmarginalizowanie innych, wsparcie lub wykreowanie innych (akceptowalnych dla służb). Czy Grzegorz Schetyna należał do tej ostatniej grupy?

Badając oświadczenie lustracyjne Schetyny prokurator IPN nie stwierdził w nim nieprawidłowości. Jednak wiele epizodów z życia Schetyny budzą zdziwienie. O niektórych z nich, o których wspominał Grzegorz Braun, pisaliśmy w artykule http://serwis21.blogspot.com/2016/12/schetyna-razem-z-pk-mazgua-moze-to.htmlDziś kolejne wątpliwości. Jedną z reguł było, iż w stosunku do opozycjonistów SB zakładała sprawy operacyjnego sprawdzenia (SOS) lub operacyjnego rozpoznania (SOR). Pierwsze informacje nt. Grzegorza Schetyny SB pozyskała już w 1982 r. , jednak aż do 10 października 1988 r. nie założono żadnej sprawy. Jak wynika z Biuletynu Informacji Publicznej IPN aż do 1988 r. zgromadzono materiały administracyjne cyt. Znajdują się w niej informacje dotyczące ww. i jego działalności podczas studiów – w tym notatki służbowe z analizy akt paszportowych, informacje od tajnych współpracowników, kopia kwestionariusza paszportowego (akta w IPN Wr 08/575 (65/22).). Dopiero 11 października 1988 r. (czyli po strajkach sierpniowych i rozmowach magdalenkowych) SB zakłada SOR o kryptonimie "Klika" nr rejestracji 57322/57321 dot. nielegalnej działalności antysocjalistycznej). Zakładanie spraw w tym okresie nie służyło już samej walce z opozycją, co m.in. uwiarygodnieniu i potwierdzeniu niektórych "legend" (oczywiście z wyjątkiem osób, których rozpracowywano od lat jako osób niepokornych). SOR zakończono 22 listopada 1989 r. Materiały złożono do archiwum pod sygn. 103522/II ale w 1990 roku zostają zniszczone. Zachowały się jednak Karta Mkr-3 z kartoteki odtworzeniowej Wydz. „C” KWMO Wrocław; dziennik rejestracyjny WUSW Wrocław, poz. 57322; dziennik archiwalny dział II WUSW Wrocław, poz. 103522.


Jedno jest pewne, z jakichś powodów (nie wnikamy z jakich) Schetyna był traktowany ulgowo, a gdy walił się PRL tworzono zapisy mające odpowiednio podbudować jego pozycję.

Po nowelizacji prawa o zgromadzeniach, będą nadal demonstracje za i przeciw rządzącym

Władza i Kościoły wracają do kolejki. PiS mięknie ws. zgromadzeń - twierdzi Gazeta Wyborcza. Typowy przykład kolejnej dezinformacji i świadectwa, że autor Ewa Siedlecka w swym zacietrzewieniu nie potrafi nawet przeczytać kilka prostych przepisów.

Senator PIS zgłosił, a Senat przegłosował poprawkę znoszącą pierwszeństwo zgromadzeń organizowanych przez władze publiczne i przez kościoły i związki religijne. Stąd tytuł w Gazecie Wyborczej. W praktyce jednak proponowany przepis przez PIS był o tyle zbędny, że celem ustawy o zgromadzeniach jest rejestracja zgromadzeń, a art.2 ustawy (obecnie obowiązującej) przewiduje że przepisów ustawy nie stosuje się do zgromadzeń organizowanych przez organy władzy publicznej, odbywanych w ramach działalności kościołów i innych związków wyznaniowych. Zatem zawsze zgromadzenia władzy publicznej czy religijne mają pierwszeństwo. Nawet gdyby komuś udało się zarejestrować zgromadzenie publiczne w dniu 11 listopada o godz. 12.00 przed grobem nieznanego żołnierza, to i tak manifestacja ta nie mogłaby się odbyć, że względu na uroczystości państwowe. Zacietrzewienie umysłu jak widać przekreśla chłodną analizę. Ale lepiej, że z zapisu się wycofano, albowiem przepis zawsze może być wykorzystany w sposób złośliwy.

GW, opozycję drażnią nowe przepisy o odległości co najmniej 100 metrów w przypadku 2 manifestacji konfrontacyjnych. Otóż celem zgromadzenia jest odbycie wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych (art.3.1 obecnie obowiązującej ustawy). Zatem zgromadzenie nie ma służyć uniemożliwieniu, blokowaniu innych wyrażanie własnych poglądów, ale jedynie zamanifestowanie swoich. W przypadku tego samego miejsca manifestacja, wyrażanie własnych poglądów zostaje utrudnione, a dokonując rejestracji w tym samym miejscu władza narusza sens art.52§2 pkt.1 Kodeksu Wykroczeń (o nieutrudnianiu zgromadzeń). Prawo nie powinno być nielogiczne, sprzeczne nawet w swych intencjach, a zatem proponowane rozwiązanie jest wskazane ze względów bezpieczeństwa i pożądane prawnie. Obawiać się należy jednak, iż część osób nie będzie chciało się zastosować do takich rozwiązań.

Wśród zarzutów do wspomnianej nowelizacji jest fakt wprowadzenia i rejestracji zgromadzeń cyklicznych przez wojewodę. Istnienie cyklicznych demonstracji jest faktem społecznym (Marsz Niepodległości, manifestacja 1-majowa, manifestacje 13-grudniowe czy miesięcznice smoleńskie). Wprowadzenie tej kategorii demonstracji jest logiczną konsekwencją zapisów zmierzających do nie odbywania konfrontacyjnych demonstracji w tym samym miejscu. Nie byłoby prawdopodobnie tego rozwiązania, gdyby nie fakt, że takie organizacje jak Obywatele RP za pomocą sztuczek prawnych rejestrują wcześniej manifestacje by uniemożliwić możliwość odbywania zgromadzeń innych środowisk. By do tego nie dopuścić i zapewnić prawa do zgromadzeń, wprowadzono cykliczne zgromadzenia, których rejestruje wojewoda.

W sprawie nowelizacji ustawy Prawo o Zgromadzeniach opozycja, media im sprzyjające szerzą dezinformację, jak cenzorzy dopatrywali się myśli tam gdzie ich nie było, a rządzący zbyt pośpieszenie proponowali niektóre rozwiązania, nie zważając na ich funkcjonowanie w ramach już obecnych regulacji. Nowelizacja prawa o zgromadzeniach stanie się faktem, ludzie będą nadal demonstrowali za lub przeciw władzy, i nic nie ulegnie zmianie.

Wszcząć procedurę ułaskawienia z urzędu wobec Zygmunta Miernika w dniu 35 rocznicy stanu wojennego

Stowarzyszenie Walczących o Niepodległość 1956-89 zwrócił się do Prokuratora Generalnego ministra Zbigniewa Ziobry o wszczęcie z urzędu postępowania ułaskawiającego wobec Zygmunta Miernika (skazanego za "zamach tortowy" na sędzinę, która prowadziła postępowanie sądowe wobec gen. Czesława Kiszczaka za stan wojenny) bez zasięgnięcia opinii skompromitowanych sądów oraz o wstrzymanie wykonania kary do czasu rozstrzygnięcia kwestii ułaskawienia. Stowarzyszenie postuluje, by działania w sprawie Prokurator Generalny podjął w dniu 35 rocznicy stanu wojennego - co ma stanowić akt przywrócenia sprawiedliwości dla środowiska działaczy osób antykomunistycznych i osób represjonowanych.


7 grudnia 2016

Schetyna razem z płk Mazgułą, a może to wcale nie jest dziwne?

Część osób dziwi się, iż Grzegorz Schetyna (b. działacz NZS UWr i działacz SW) podpisał odezwę razem z płk. Mazgułą, którą dziś broni stan wojenny. Ale być może nie jest to takie dziwne, albowiem biografia Schetyna budzi pewne wątpliwości. W 2011 r. Grzegorz Braun odkrył zadziwiające fakty cyt:


Mamy dokumenty, zachowane chociażby tylko we wrocławskim oddziale IPN, które świadczą o tym, że Grzegorz Schetyna był osobą znaną służbą peerelowskim od początku lat 80-tych – już na początku stanu wojennego został objęty wstępną kontrolą operacyjną. I ta kontrola operacyjna doprowadziła do… zaniechania jakichkolwiek działań operacyjnych wobec jego osoby.
A może przeceniamy rolę i skuteczność organizacyjną SB. Bo np. to, że raport niejakiego TW „Miś” z Opola z ‘82 r. nie został ujęty w rozpracowaniu operacyjnym, które podjęło SB z Wrocławia wobec Schetyny w roku ‘88 wcale nie wynika z jakiejś głębszej gry wywiadowczej tylko po prostu z bałaganu w strukturach SB?
Oczywiście, wolna wola. Kto chce może uwierzyć w bałagan w SB – ja w taką wersję nie wierzę. Jeśli nawet założymy, na moment, że SB mając taką „perłę” w rękach, w roku ’82, z powodu niedopatrzenia tę „perłę” przeoczyła i zagubiła w biurokratycznym bałaganie, no to mamy dokumenty z roku ’86. Mamy dokumenty rozpracowywania przez SB „Solidarności Walczącej”, w których Grzegorz Schetyna przechodzi pod pseudonimem „Radek” – jest to jego pseudonim w strukturach „Solidarności Walczącej”. Otóż SB już w pierwszej połowie ’86 roku „Radka” w pełni rozpracowuje – nie stanowi on zagadki, SB wie kim „Radek” jest, gdzie mieszka, kim jest jego żona, znajomi, że funkcjonuje w świecie akademickim we Wrocławiu i w Poznaniu. I co? I nic. Grzegorz Schetyna w następnym sezonie, po raz drugi zresztą w ll. 80., wyjeżdża w odwiedziny do brata do Kanady (w 1987 r.) i wraca by pełnić tutaj rolę przewodniczącego NZS. No i pełni tę rolę, a SB się nim nie interesuje, aż do jesieni ’88 roku, kiedy to wydz. III z Wrocławia, wysyła formalne zapytanie do swoich „kolegów” z Opola – „czy przechodził w waszym rozpracowaniu operacyjnym?”.
Grzegorz Schetyna wyjeżdża do swego brata w Kanadzie dwukrotnie w latach 80-tych – w roku ’85 i ’87, i nie ma problemów z wyjazdem. W roku ’85 jako wcześniej rozpracowany przez SB kolporter prasy konspiracyjnej, a w roku ’87 jako rozpracowany działacz „Solidarności Walczącej”. A tymczasem w SB obowiązuje rozkaz najwyższego dowództwa, kontrasygnowany przez gen. Ciastonia, który na przełomie ’85 i ’86 roku czyni z rozpracowania i rozbicia struktur „Solidarności Walczącej” priorytet działań. Czyli rozbicie struktur „Solidarności Walczącej” jest priorytetem dla całej SB – na terenie całego kraju – przy czym w tym rozkazie mowa także o tym, że w działaniach przeciwko „SW” wszystkie wydziały III, z całego kraju, podporządkowują się wiodącej roli wydz. III SB z Wrocławia. Więc, błagam, niech Pan nie myśli, że tu jest jakiś bałagan. Jeśli jest to priorytetowe zadanie i SB widzi właśnie wśród innych zdekonspirowanych członków struktur „Solidarności” „Radka” – Grzegorza Schetynę, to naprawdę trzeba wykluczyć, że wprawdzie mają to w raporcie, ale przez pomyłkę nie wyciągają z tego żadnych wniosków, i nie rodzi to żadnych konsekwencji.
Ale wróćmy do tego roku ’88, kiedy to jesienią SB z Wrocławia pyta SB z Opola – „czy przechodził w waszym zainteresowaniu operacyjnym?” I uzyskuje odpowiedź negatywną – „nie, nie przechodził” Otóż my wiemy, że co najmniej 6 lat wcześniej, owszem „przechodził”. No to dlaczego teraz SB z Opola uznaje za stosowne udzielić fałszywej informacji swoim „kolegom” z Wrocławia? Otóż to nie jest wcale rzecz wykluczona w tajnej służbie – takie rzeczy się robi, to należy nawet do rutyny służbowej. Ale pod jakimi warunkami, w jakich okolicznościach? No w takich okolicznościach, w których mamy do czynienia z głębszym, wewnętrznym zakonspirowaniem czyjejś faktycznej roli. Opole dezinformuje więc Wrocław – i to jest dopuszczalne w bardzo ściśle określonych przypadkach. Po prostu działa taka zasada, że nie wszyscy funkcjonariusze mają wiedzieć wszystko. A zatem wnioskujemy z tego, że Grzegorz Schetyna jest zastrzeżony w tej służbie do jakiś innych celów, a być może jest zastrzeżony przez jakąś inną służbę – być może służbę wojskową, być może Zarząd II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego – ?

Opisane zdarzenie i okoliczności budzą zastanowienie. W innych przypadkach SB się nie patyczkowało - zakaz paszportowy, przesłuchania, zatrzymania, rewizje, "odwiedziny" w domu i w miejscu pracy, a nawet działania i przygotowywane dokumenty w celu kompromitacji danych działaczy. A tu nic.

Nie stawiamy kropki nad i, może ktoś zna wyjaśnienie całej sprawy ...

Dzieci chcą wrócić do swoich domów


zdjecie
Nieustannie kontaktują się z nami i proszą o pomoc rodziny, które na skutek bezdusznych ingerencji administracyjnych, stają przed widmem rozbicia.
Sześcioro dzieci odebrano rodzicom na warszawskiej Pradze tylko dlatego, że najstarsze z nich (nastoletnie) samodzielnie wróciły do domu wieczorową porą. Pięcioro innych dzieci zabrano z rodzinnego domu w Warszawie, po pochopnej interwencji kuratora sądowego. W Płońsku dwoje malutkich dzieci, z których jedno cierpi na niestabilną cukrzycę, zostało odebranych z powodu rzekomej „niewydolności wychowawczej rodziców”.

W każdej z tych spraw interweniowali prawnicy Ordo Iuris

Do tych rodzinnych tragedii rozdzielenia rodziny dochodzi bardzo często z zupełnie błahych powodów. Wielokrotnie wystarczyłoby wsparcie właściwych instytucji, które jednak wolą rozbić rodzinę niż przyjść jej z prawdziwą pomocą. Dlatego Ordo Iuris nie ogranicza się jedynie do interwencji procesowej. Aby sąd pozwolił na powrót dzieci do domu, budujemy szeroką koalicję ludzi dobrej woli, którzy wspierają rodziców pomagając zdobyć im potrzebne środki lub kompetencje w radzeniu sobie z domowymi trudnościami.

W obronie rodzin mamy stuprocentową skuteczność

W kończącym się roku podjęliśmy interwencje w sprawie 37 dzieci w kraju oraz 8 za granicą. Trzynaścioro dzieci już powróciło do swoich rodziców, jednak w przypadku pozostałych ciągle trwają postępowania. Robimy co w naszej mocy, by wróciły do swoich domów jeszcze przed Bożym Narodzeniem.

Możemy im pomóc jedynie dzięki ofiarności naszych Darczyńców

Tak ogromna skuteczność naszych interwencji jest możliwa tylko dzięki całkowitemu zaangażowaniu prawników Ordo Iuris w osobisty kontakt z rodzinami i ich środowiskiem. Każda sprawa to dziesiątki godzin pracy nad aktami sądowymi, przejazdy do odległych miejscowości oraz koordynacja szerokiego wsparcia dla rodziny.Wykorzystujemy wszystkie prawne środki, aby przekonać sąd do zakończenia traumy dzieci przetrzymywanych bezpodstawnie w placówkach wychowawczych.
Koszty tak wielkiego zaangażowania możemy ponosić jedynie dzięki wsparciu naszych Darczyńców. Każde postępowanie to poważne obciążenie dla naszego i tak napiętego budżetu. Jednak do tej pory nigdy nie odmówiliśmy wsparcia dzieciom, które odebrano rodzicom. Wierzymy, że dzięki Pana/i pomocy, nadal będziemy w stanie pomagać rodzinom i chronić je przed tragedią rozłąki.
Dlatego proszę o przekazanie 30 zł, 50 zł, 100 zł lub dowolnej innej kwoty, aby nasi prawnicy mogli pomóc dzieciom wrócić do swoich rodziców.
Numer konta: 32 1160 2202 0000 0002 4778 1296
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris
ul. Górnośląska 20 lok. 6, 00-484 Warszawa
Rachunek bankowy dla darowizn w USD: PL 92 1160 2202 0000 0002 5104 0774
Rachunek bankowy dla darowizn w EUR: PL 86 1160 2202 0000 0002 5104 0591
Bank Millennium S.A, BIC: BIGBPLPW
transferuj
paypal
Z wyrazami szacunku,
podpis