28 września 2016

Wygraliśmy pierwszą bitwę, ale nie wojnę


W ubiegły piątek Sejm przyjął projekt „Stop Aborcji" do dalszych prac. Ten sukces to zasługa wielu lat ciężkiej pracy naszych przyjaciół, wolontariuszy, współpracowników i ogromnego wsparcia ze strony ludzi dobrej woli, którzy przekazywali na rzecz Fundacji darowizny bez których organizacja tak wielu akcji nie byłaby możliwa.Jesteśmy z całego serca wdzięczni wszystkim, którzy włączają się w tę walkę o prawo do życia. To dzięki takim ludziom Polska jest absolutnie wyjątkowa w swoim podejściu do dzieci nienarodzonych. W żadnym innym państwie europejskim obywatele tak zdecydowanie nie opowiadają się za prawem do życia.

Na nasze zaproszenie w Polsce gości Irene van der Wende, poczęta w wyniku gwałtu holenderska działaczka pro-life, która młodości dokonała aborcji na swoim dziecku, również poczętym w wyniku gwałtu, a dziś mówi, że aborcja była dla niej traumą większą niż gwałt. Irene tak opisała to, co się u nas dzieje: „Cieszę się, że tu jestem. Mam poczucie, że biorę udział w historycznych wydarzeniach. Cała Europa patrzy na Polskę, która może dać przykład prawdziwego szacunku do życia ludzkiego".


Co będzie dalej? Musimy teraz bardzo mocno wziąć się do pracy. Wiem, że to trudne tak od razu po wygranej bitwie, jednak nie mamy prawa teraz spocząć na laurach. W 2011 roku Sejm również skierował projekt „Stop Aborcji" do pracy w komisjach. Niestety już miesiąc po głosowaniu członkowie komisji parlamentarnej zarekomendowali odrzucenie ustawy i znów znaleźliśmy się na początku drogi. Nie możemy dopuścić do powtórzenia tej sytuacji. Musimy działać! Naciskać na posłów wszystkimi możliwymi drogami, pokazywać, że nie spoczniemy póki polskie dzieci nie będą bezpieczne w łonie matek. Prawo, które zakończy codzienne zabijanie niewinnych dzieci, musi być wprowadzone natychmiast!

Już zaczynamy plakatową akcję informacyjną pokazującą, jak głosowali poszczególni posłowie. Chcemy, żeby mieli świadomość, że przed wyborcami nie da się ukryć poglądów na tak fundamentalne sprawy. Chcemy pokazać, kto głosował za barbarzyńskim projektem feministek i kto sprzeciwił się wprowadzeniu pełnej ochrony życia od poczęcia.

Właśnie przygotowujemy plakaty na pikiety pod biurami poselskimi. Aż 113 posłów Platformy Obywatelskiej, 3 posłów Kukiz'15, 4 posłów PSL i wszyscy posłowie Nowoczesnej zagłosowali przeciwko prawu do życia dla bezbronnych dzieci. Potrzebujemy funduszy na nowe banery!

Kontynuujemy też pikiety na ulicach polskich miast. Pokazujemy prawdę o aborcji i zmieniamy sumienia Polaków. Prowadzimy nabór do komórek regionalnych i szkolimy wolontariuszy na kolejnych kursach na obrońców życia.

Będziemy też monitorować prace komisji sejmowej, która zajmuje się projektem „Stop Aborcji" i reagować na wszystkie niepokojące sygnały. Będziemy informować na bieżąco.

Te wszystkie działania wymagają nakładów finansowych. Proszę Pana z całego serca o pomoc. Każda złotówka się liczy. Bez wsparcia naszych hojnych darczyńców nigdy nie bylibyśmy w miejscu, w którym jesteśmy – u progu pełnej ochrony życia.

Kinga Małecka-Prybyło
Fundacja Pro Prawo do Życia

Pierwsze Powstanie Śląskie w zarysie - Józef Grzegorzek


Szanowni Państwo, polecam nowość Wydawnictwa ANTYK

Pierwsze Powstanie Śląskie w zarysie - Józef Grzegorzek

Książka napisana przez uczestnika walk o polskość Śląska, który będąc komendantem głównym POW Górnego Śląska przygotowywał I Powstanie Śląskie. Aresztowany w przeddzień wybuchu powstania i więziony przez Niemców w Kłodzku i Świętoszowie nie mógł w I Powstaniu Śląskim wziąć udziału bezpośrednio. Uczestniczył później w akcji plebiscytowej na Śląsku oraz brał udział w zwycięskim III Powstaniu Śląskim (niesłusznie uważa się jako jedyne zwycięskie Powstanie Wielkopolskie - przecież powstania śląskie zakończyły się także zwycięstwem).

Józef Grzegorzek urodził się w 1885 roku w Marklowicach, był bardzo aktywnym działaczem narodowym. Pochodził z rodziny robotniczej Marklowic. Był działaczem polskiej emigracji w Saksonii, Nadrenii i Westfalii. Od 1910 był sekretarzem generalnym Związku Śląskich Kół Śpiewaczych. W styczniu 1919 był organizatorem i pierwszym przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. 11 sierpnia 1919 został wybrany komendantem głównym Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Aresztowany przez Niemców w przeddzień wybuchu I Powstania Śląskiego, był więziony w Kłodzku i Świętoszowie. Był pracownikiem Polskiego Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu. Brał udział w III Powstaniu Śląskim, w trakcie którego był członkiem Wydziału Wykonawczego Naczelnej Komendy Wojsk Powstańczych. W okresie międzywojennym pracował jako urzędnik, był aktywnym członkiem Związku Powstańców Śląskich. W 1935 ukazała się jego książka pt.: Pierwsze powstanie śląskie 1919 roku w zarysie. W czasie II wojny światowej Niemcy więzili go w obozie koncentracyjnym w Dachau. Po wojnie pracował w przemyśle węglowym, w latach 1946-1948 był starostą w Tarnowskich Górach. Zmarł w 1961 roku.


Serdecznie zapraszam do lektury

Marcin Dybowski

Przewodniczący Rady Nadzorczej PKO BP w służbie konkurencyjnego Banku?

Czy członek rady nadzorczej banku może pełnić funkcje w konkurencyjnym banku lub instytucji kredytowej? Wydaje się, że nie. Tymczasem taka sytuacja ma miejsce w największym polskim banku - PKO BP.

PRZEWODNICZĄCY NADZORCZEJ PKO BP W BOŚ SA
Piotr Sadownik - przewodniczący rady nadzorczej PKO BP jest członkiem aż 3 innych rad nadzorczych.w tym ... Banku Ochrony Środowiska SA (od 15 lutego 2016). Przypomnijmy, iż głównym akcjonariuszem BOŚ SA jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (ponad 52%) a PKO BP - Skarb Państwa (ale w wysokości poniżej 30%). Mimo poważnego udziału własności państwowej w obu podmiotach, PKO BP SA i BOŚ SA prowadzą względem siebie działalność konkurencyjną. Zatem udział w radzie nadzorczej w jednym z banków powinien wykluczać udział w drugim. Dlaczego? Bo jak zauważa niezależny ekonomista dr Daniel Alain Korona, prezes Stowarzyszenia Interesu Społecznego WIECZYSTE - członek rady nadzorczej w ramach wykonywanej funkcji ma dostęp do dokumentów, informacji dotyczących działalności spółki (w tym także poufnych), których treść może być wykorzystana przy prowadzeniu działalności konkurencyjnej. Jednak mimo objęcia funkcji w radzie nadzorczej PKO BP i jej przewodniczenia, pan Piotr Sadownik nie zrezygnował z zasiadania w konkurencyjnym Banku, czego dowodem jest fakt, iż stosowny wpis znajduje się na stronie Internetowego Monitora Sądowego i Gospodarczego, a ponadto wciąż figuruje jako członek rady nadzorczej na stronie samego BOŚ SA. Podobna informacja widnieje zresztą na stronie PKO BP.

OBOWIĄZEK LOJALNOŚCI WOBEC SPÓŁKI
Co na to prawo? W tekście opublikowanym w 2013 r. Jacek Gąsior z kancelarii Stachowicz Ptak Adwokaci i Radcowie Prawni sp. p. (http://www.taxfin.pl/artykul,2552,Obowiazek_lojalnosci_i_zakaz_konkurencji_czlonka_rady_nadzorczej.html)  wyjaśniał, że: Pomimo braku w k.s.h. wyraźnego przepisu nakładającego na członków rady nadzorczej obowiązku lojalności, w doktrynie prawa handlowego, podkreśla się, że taki obowiązek istnieje, a interpretowany jest na podstawie wielu norm zawartych w k.s.h. oraz w kodeksie cywilnym (Dz. U. 1964 Nr 16, poz. 93 z późn. zm. - zwany dalej k.c.). Nie ulega bowiem wątpliwości, że nadzór sprawowany przez członków rady nadzorczej sprawowany jest nie w ich własnym interesie ale w interesie spółki. Przy wykonywaniu swoich obowiązków powinni oni dołożyć staranności wynikającej z zawodowego charakteru ich działalności. Nie do pogodzenia z ich obowiązkami byłoby więc nielojalne zachowania się wobec spółki. Należy podkreślić również, że między spółką a każdym członkiem jej rady nadzorczej istnieje stosunek prawny, niezależnie od tego czy osoba ta została  wybrana, czy w inny sposób powołana w skład rady. Pomimo, że charakteru tego stosunku nie określa k.s.h., czynić to mogą przepisy szczególne, statut spółki lub umowa zawarta między spółka a członkiem rady. W braku innych podstaw prawnych do stosunku tego należy stosować art. 750 k.c. mówiący o umowie zlecenia. W konsekwencji, członek rady nadzorczej obowiązany jest do wykonywania swoich obowiązków zgodnie z ich treścią i  w sposób odpowiadający ich celowi gospodarczemu (art. 354 § 1 k.c.). Dodatkowo za wymaganiem lojalnego zachowania członka RN przemawia otrzymywanie przez niego wynagrodzenia za pełnienie tej funkcji. Mając powyższe na uwadze można twierdzić, iż członek rady nadzorczej jest zobowiązany do zachowania lojalności w stosunku do spółki, a tym samym prowadzenie przez niego działalności konkurencyjnej lub udział w konkurencyjnej spółce może zostać uznany za naruszenie tego obowiązku, co może ostatecznie prowadzić do jego odpowiedzialności, nie tylko organizacyjno-korporacyjnej, ale również cywilnej (art. 471 k.c. oraz art. 483 § 1 k.s.h.)

ALBO PKO ALBO BOŚ?
Wprawdzie nie ma dowodów, by przewodniczący Rady Nadzorczej PKO BP zachował się nielojalnie względem jednego lub drugiego banku, ale nie możemy też potwierdzić tezy odwrotnej. Sam fakt potencjalnego możliwego konfliktu interesów powinno było wzbudzić refleksję u pana przewodniczącego i skutkować złożeniem jego natychmiastowej rezygnacji z udziału w jednej z rad (PKO BP lub BOŚ SA). Ale nic takiego nie miało miejsca, najwyraźniej zasady etyki przegrywają z dodatkową kasą. Ciekawe, co w tej sprawie mają do powiedzenia główni udziałowcy obu banków - Minister Rozwoju w imieniu Skarbu Państwa (w PKO BP) i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (w BOŚ SA)?

27 września 2016

Imam Wielkiego Meczetu w Mekce wzywa do walki z niewiernymi

Jak informuje portal PCh24.pl - Adburrahman ibn Abdulazis as-Sudais, imam Wielkiego Meczetu w Mekce, zaapelował o walkę przeciw niewiernym, zwracając się w wojowniczy sposób do milionów muzułmańskich pielgrzymów przybyłych do tego świętego dla islamu miejsca. - O Allahu, daj zwycięstwo, honor i siłę naszym braciom, dżihadystom, którzy walczą w Syrii, Jemenie, Iraku i na całym świecie. Uczyń, by zatriumfowali nad zdrajcami żydami, nad niewierzącymi chrześcijanami i wszystkimi niewiernymi – wzywał imam. Ten fragment jego przemowy pokazała telewizja egipska oraz liczne stacje telewizyjne w innych krajach muzułmańskich. Imam przynależy do ruchu salafickiego, jest on jednocześnie przyjacielem książąt Arabii Saudyjskiej, którzy z wielkimi honorami przyjmowani są w europejskich stolicach.

Mecz ważniejszy od rzekomej "obrony demokracji"

W pierwszej powakacyjnej manifestacji Komitetu Obrony Demokracji uczestniczyło 12 tys, osób policja, 25-30 tys osób według Ratusza i KODu. Marsz KOD był popierany, nagłaśniany i lansowany przez PO, Nowoczesną, PSL, SLD, Twój Ruch, Razem, wszelkie ruchy lewackie i lewicowe, itp. Miał także wsparcie środowiska samej Gazety Wyborczej, TVN, Polsat, Axel Springer, Onet,pl NaTemat, Tok fm, RMf.fm i itp. Jak obrona demokracji ma wyglądać w opinii tych osób. Otóż wystarczy zobaczyć niesione transparenty i posłuchać co ci ludzie wykrzykują, np. wzywają do wysyłania PISu i rządu do komór gazowych.

Ale jak wytłumaczyć tak mizerną frekwencję w stosunku do oczekiwań i przy tej skali emocji, zapowiadano bowiem nawet 50 tys. osób. Otóż szef KOD Mateusz Kijowski w TVN24 winę zwalił na... mecz piłkarski z FC Barceloną. Okazuje się zatem, że niektórzy zwolennicy KOD bardziej zainteresowani byli meczem hiszpańskiej drużyny, aniżeli rzekomą obroną demokracji. 


26 września 2016

Szwedzcy policjanci w obawie przed uchodźcami odchodzą z pracy


Szwedzcy policjanci, w obawie przed „uchodźcami” oraz fałszywych działań władz, masowo odchodzą z pracy... informuje portal Zmiany na Ziemi, a za nim marucha wordpress.com. 

Szwecja islamizuje się w zastraszającym tempie i nawet policja nie jest w stanie zapanować nad sytuacją. Norweska telewizja NRK donosi, że każdego dnia nawet trzech funkcjonariuszy rezygnuje z pracy, zaś 80% pracowników policji rozważa jak najszybsze zakończenie swojej kariery. Masowe zwolnienia z policji spowodowane są wyjątkowo trudną sytuacją kryminalną w całym kraju – na terenach zamieszkanych głównie przez migrantów dochodzi do gwałtów, przemocy a nawet ataków z użyciem granatów ręcznych. Sytuacja jest po prostu fatalna. 

Sierżant Peter Larsson powiedział dla telewizji NRK, że w Szwecji zapanował „wielki kryzys” – wielu jego kolegów postanowiło odejść z policji. Funkcjonariusze nie są w stanie badać przestępstw, nie mają czasu aby przybyć na miejsce zdarzenia a „warunki pracy” pogorszyły się. Policjanci, służby medyczne oraz strażacy są coraz częściej atakowani. 

Tina Svensson, mieszkanka peryferii Göteborga, podczas spaceru z psem była świadkiem morderstwa. Dwie osoby zostały zastrzelone z broni automatycznej. Okolica w której mieszka jest wyjątkowo niebezpieczna a ludzie żyją w strachu. Svensson dodaje, że liczba przestępstw jest tak wielka, że policja nie zawsze przyjeżdża na miejsce. 

Sytuacja jest szczególnie niebezpieczna w większych miastach, takich jak Göteborg czy Sztokholm, gdzie żyje spora liczba tzw. uchodźców. W całej Szwecji, policja naliczyła już 55 stref, do których nie ma dostępu. Służby porządkowe po prostu unikają tych miejsc. Kryzys stale się pogłębia a szwedzki rząd prędzej czy później może uznać, że kraj nie posiada już żadnej zdolności do obrony przed zagrożeniami.

Czy w CRW PKO BP dojdzie do pracowniczej akcji protestacyjnej?

Z informacji, jakie w ostatnim czasie docierają z różnych źródeł do redakcji Serwisu21, wynika jednoznacznie, że atmosfera panująca wśród pracowników Centrum Restrukturyzacji i Windykacji banku PKO BP staje się coraz bardziej napięta. 

Poziom determinacji pracowników CRW, którzy już od ponad roku bezskutecznie usiłują przekonać Zarząd PKO BP do rewizji realizowanego, kontrowersyjnego Projektu „Winda” (o którym pisaliśmy już wielokrotnie na łamach Serwisu21) – zakładającego centralizację tej specjalistycznej jednostki banku – zbliża się niebezpiecznie do poziomu krytycznego. 

Czy dojdzie do bardziej bezpośredniej formy protestu pracowników CRW? Z informacji jakie docierają do redakcji wynika, że taki scenariusz staje się coraz bardziej realny. Z uwagą będziemy zatem śledzić dalszy rozwój sytuacji i informować na bieżąco o kolejnych wydarzeniach w PKO BP.

25 września 2016

Nie chcą mi dać dotacji, to z czego mam żyć z biletów


5.10 Justyna Helcyk stanie przed sądem za sprzeciw wobec islamskiej imigracji


5 października Justyna Helcyk, która stanęła na czele społecznego wyrazu oburzenia, sprzeciwiając się przyjmowaniu do Polski imigrantów stanie za to przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia, ul. Podwale 30, o godz: 11:00, Sala 238.


Justyna Helcyk jest ciągana po Sądach przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieścia po doniesieniu szefa lokalnego SLD za "nawoływanie do nienawiści do nieokreślonej grupy muzułmanów". Dowodami w sprawie są artykuły z Gazety Wyborczej i przybudowanej do niej Gazety Wrocławskiej.

W przedstawionym przez Prokuraturę akcie oskarżenia nie przytoczono żadnych słów Justyny, a jedynie politycznie poprawne ogólniki jak "wzbudzała uczucie lęku", "odwoływała się do stereotypów". W akcie oskarżenia nie ma przytoczonego ani jednego słowa z ponad 20 minutowego przemówienia!

W rzeczywistości Justyna przedstawiła powszechnie znane fakty na temat fundamentalizmu islamskiego, prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej oraz przestępstw popełnianych przez przybyszów w Europie np. napaści na tle seksualnym czy aktów terroru.

Prowadząca postępowanie prokurator Justyna Pilarczyk jest znana we Wrocławiu z dwóch głośnych spraw. To właśnie ona umorzyła postępowanie przeciwko mężczyźnie, który oddał mocz na ludzi modlących się na wrocławskim rynku oraz drugie postępowanie o obrazę uczuć religijnych w bluźnierczym spektaklu "Golgota Picnik"! Prokurator nazywana zadaniową po przedstawieniu aktu oskarżenia Justynie Helcyk dostała awans do Prokuratury Okręgowej!

W sprawie Justyny Helcyk została złożona interpelacja do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry przez posła Adama Andruszkiewicza.
W odpowiedzi Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało szereg błędów i naruszeń Kodeksu Postępowania Karnego w przedstawionym akcie oskarżenia i nakazało Prokuratorowi Rejonowemu przeprowadzenie analizy postępowania prokuratorskiego przeprowadzonego przez panią prokurator Pilarczyk oraz zawieszenie sprawy. 

Wygląda na to, że Prokuratura Rejonowa ignoruje opinię. Ministerstwa i 5 października Justyna Helcyk stanie przed Sądem!

Dlatego tym bardziej musimy być tam razem z nią!

źródło: Facebook


Obowiązkowa nauka o homozwiązkach dla 6-katków w Hesji

Jak informuje portal Pch24.pl - W niemieckiej Hesji przedstawiono nowy plan przymusowej edukacji seksualnej. W jego myśl już sześciolatki mają nauczyć się akceptacji dla „różnorodności seksualnej”. Jak poinformowały władze, w ten sposób dzieci mają zostać przygotowane do pojmowania zmian zachodzących w społeczeństwie. Zmiany edukacyjne w Hesji są efektem wpływu lewackich Zielonych na lokalną politykę. Od 2014 roku landem rządzi CDU wspierająca się koalicją z tym skrajnym ugrupowaniem. Jak podaje konserwatywna „Junge Freiheit”, nowy plan edukacji seksualnej nie bierze pod uwagę zastrzeżeń heskiej Rady Rodziców, która nie chciała zgodzić się na promowanie akceptacji dla lesbijek, gejów, bi-, trans- i intereseksualistów już u najmłodszych dzieci. Zignorowany został też głos Kościoła katolickiego; biskupi wskazywali heskim decydentom, że uczenie sześciolatków o homozwiązkach może być po prostu szkodliwe... W nowym planie przewiduje się, że najmłodsze, sześcio- i siedmioletnie dzieci, będą poznawać „różnorodne sytuacje rodzinne i partnerskie związki jednopłciowe”. Starsi uczniowie dowiedzą się, co oznacza hetero-, bi-, homo- i transseksualizm. Z kolei szesnastolatkom w szkołach będzie oferować się pomoc w ewentualnym coming-oucie... W Niemczech edukacja w szkołach jest obowiązkowa. Nawet głęboko wierzący rodzice nie mogą uchronić swoich dzieci przed deprawacją w szkole, bo za edukację domową lub nieposyłanie dzieci na określone zajęcia grożą im kary finansowe, więzienie, a w ostateczności odebranie dzieci.

Hipokryzja Nowoczesnej ws. misiewiczów

Misiewicze to akcja Nowoczesnej mająca ujawnić rzekome olbrzymie zawłaszczania państwa przez ludzi z Prawo i Sprawiedliwości. Na razie wygląda to mizernie - na stronie jest 141 nazwisk osób w różnych spółkach i instytucjach, którzy mogą być związani z PISem. Oczywiście o kompetencjach osób do zajmowania stanowisk nie pisze się wcale, wszak Nowoczesna z góry przyjęła, że jak mianowany za czasów PIS, to nie ma żadnej kompetencji.

Zapomniał wół jak cielęciem był - brzmi znane porzekadło. Za czasów PO-PSL w spółkach skarbu państwa i innych instytucjach państwowych, setki działaczy i osób związanych z Platformą Obywatelską (a jak wiadomo Nowoczesna to młodsza siostra Platformy) obejmowała intratne stanowiska i na których zarabiali setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Najciekawiej, że najgłośniej krzyczy Nowoczesna, której lider w Ryszard Petru w 2014 roku został z rekomendacji PO szefem rady nadzorczej PKP SA, mimo że nie miał uprzednio nic wspólnego z kolejami państwowymi. Ale jak zauważył niegdyś Marek Belka b. premier, b. minister finansów - przesłuchiwany przez jedną z komisji śledczych - na okoliczność pracy w radzie nadzorczej, opiera się ona jedynie na oglądaniu słupków. A do tego żadnych szczególnych predyspozycji, wielkich kompetencji nie potrzeba. 
Ponadto jakie są kompetencje w Nowoczesnej, można było się przekonać w związku ze sprawozdaniem finansowym, odrzuconym przez PKW i przez Sąd Najwyższy (w ten sposób Nowoczesna straciła 4,5 mln zł rocznie subwencji państwowej).

Zatem, w rzeczywistości krzyk Nowoczesnej i Platformej, to krzyk o utracone stanowiska przez kolesi i obsadzaniu ich przez nominatów z PIS. Dla zwykłego obywatela ma to niewielkie znacznie. Zatem cała ta wrzawa ws. Misiewiczów to jedna hipokryzja.

Zaniedbane Muzeum

Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej jest w stanie zaniedbania - alarmuje pan Stanisław Dominiak, który stwierdza zwiedzając Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej odniosłem przykre wrażenie z powodu ogólnego zaniedbania wystawionych tam eksponatów i ich miejsc. Wszędzie rdza, uszkodzenia, brud i nawet płot okalający Muzeum jest w stanie fatalnym, cały zardzewiały i ledwo się trzyma. Zapytałem pracowników dlaczego tak jest? Odpowiedzieli, że nie ma pieniędzy na konserwację tego historycznego sprzętu wojskowego tam wystawionego. A przecież to jest nasza Polska Historia i Kultura. Dlaczego na muzeum żydów w Polsce np. i inne żydowskie zachcianki są pieniądze, chociaż oni sami powinni za siebie płacić a nie my Polacy. Dlaczego na naszą Polską Historię i Kulturę nie ma pieniędzy? Niedługo ten sprzęt się rozleci i pójdzie na złom. Komu na tym zależy, żeby umniejszać, ukrywać, usuwać i niszczyć Naszą Polską Historię? Można się domyślać...

Zróbmy coś z tym Polacy. Niech się tym zajmą jakieś Polskie Patriotyczne Organizacje. Polska jest Nasza i dla Nas, a my Polacy, jak to powiedział śtp. Roman Dmowski, mamy Polskie Obowiązki. Dbajmy więc o trwanie naszej tradycji historycznej, bo naród bez historii i kultury istnieć nie może. I dlatego, myślę, jest wszystko powoli niszczone, żebyśmy zniknęli z historycznej pamięci jako Naród. Smutne to.



24 września 2016

Kancelaria Prezydenta wciąż odmawia ułaskawienia Zygmunta Miernika

Kancelaria Prezydenta wciąż odmawia wszczęcia postępowania ułaskawiającego wobec Zygmunta Miernika. O ułaskawienie "tortowego zamachowca" jak go nazwano występują osoby prywatne, stowarzyszenia działaczy opozycji antykomunistycznych i osób represjonowanych, organizacje społeczne. Jednakże Kancelaria odmawia jakichkolwiek czynności w sprawie. Dlaczego? Bo o zastosowanie prawa łaski nie wystąpiły osoby wskazane w art.560 k.p.k. czyli sam skazany, rodzina, jego krewni lub osoby we wspólny pożyciu. 

Tymczasem jak wynika z petycji do prezydenta RP Stowarzyszenia Walczących o Niepodległość 1956-89, w przypadku zastosowania prawa łaski w trybie art.139 Konstytucji, niepotrzebny jest żaden wniosek w trybie art.560 k.p.k. albowiem ułaskawienie w tym trybie (co wynika ze względów historycznych) jest niczym nieograniczone, a zatem nie wymaga żadnego wniosku.
http://serwis21.blogspot.com/2016/09/rotacyjne-odbywanie-kary-za-zygmunta.html

Zatem czemu Kancelaria Prezydenta odmawia ułaskawienia? Czyżby obawiali się stworzenia precedensu, jakim byłoby zwolnienie bez uprzedniego wniosku?

Ludzie i Niemcy (Felieton z internetowego kabaretu Małgorzaty Todd 39/2016)

Dobrym sprawdzianem nastrojów społecznych jest obserwacja w co bawią się dzieci. W czasie ostatniej wojny, pod niemiecką okupacją, nie bawiły się w policjantów i złodziei, a w ludzi i Niemców. Tak wyglądało ówczesne odzwierciedlenie rzeczywistości. Warszawskie tramwaje miały wydzielone przedziały dla Niemców, żeby „rasa panów” nie musiała tłoczyć się z pospólstwem. O „nazistach” i „hitlerowcach” usłyszeliśmy dwadzieścia lat po wojnie w ramach zakłamywania historii. Jako naród łagodny, nie lubiący konfliktów, zgadzaliśmy się na taką poprawność polityczną.

Ale Niemcom apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro Polacy nie protestują, to można zrobić następny krok, bezczelnie zrzucając na nich winę za własne zbrodnie, własne obozy zagłady, gdzie mordowani byli Polacy nazwać  „Polskimi Obozami Koncentracyjnymi”. Wykupienie polskiej prasy i pozostałych mediów znakomicie ułatwiło sprawę. Obecni folksdojcze, mogą iść na całość. Mogą? W dużym stopniu zależy to od nas samych czy mogą. Piętnujmy niemieckie zbrodnie na równi z rosyjskimi, ukraińskimi czy żydowskimi. Mamy do tego prawo! Nie lękajmy się tego, co potomkowie zbrodniarzy o nas powiedzą.

  

Małgorzata Todd